Stworzenie strony i poprawna konfiguracja to dopiero początek. Możesz mieć szybki hosting, dobrze ustawione permalinki, podstawowe wtyczki i nawet kilka sensownych wpisów, a mimo to Twoja strona dalej nie będzie gotowa na SEO i pozycjonowanie w wynikach wyszukiwania. Bo w praktyce o starcie nie decyduje tylko technika, ale też to, jak strona wygląda w oczach użytkownika i jak czytelnie komunikuje: kim jesteś, po co istnieje i dlaczego można Ci zaufać.
I tu właśnie wiele nowych serwisów przegrywa. Nie dlatego, że są wolne albo mają zły motyw, tylko dlatego, że wyglądają jak projekt w budowie: brak kontaktu, brak informacji o autorze, brak zasad, brak polityk, a przy tematach wrażliwych (YMYL) – brak jasnych zastrzeżeń. Użytkownik nie ma pewności, czy to rzetelne źródło, a Google dostaje mieszane sygnały.
Spis treści
W tym poradniku pokażę Ci, kiedy strona gotowa na SEO naprawdę jest gotowa i jakie podstrony oraz informacje powinny znaleźć się na starcie, żeby budować wiarygodność zgodnie z podejściem E-E-A-T (doświadczenie, wiedza, autorytet, zaufanie).
Sprawdź, co musisz wiedzieć i co warto dopiąć od razu: od strony Kontakt, przez O nas i bio autora, po politykę prywatności, regulamin, politykę redakcyjną oraz disclaimery i zastrzeżenia, jeśli wchodzisz w obszar YMYL. Dzięki temu Twoja strona będzie wyglądała jak dopracowany serwis, a nie tylko postawiony WordPress.
Co to znaczy strona gotowa na SEO (i dlaczego to nie są same słowa kluczowe)
Frazy kluczowe są ważne, jasne. Ale jeśli miałbym wskazać jeden powód, przez który wiele stron nie rusza mimo publikowania treści, to nie jest to brak słów kluczowych. Najczęściej problemem jest to, że strona wygląda na niedokończoną albo niewiarygodną i to widać zarówno dla użytkownika, jak i dla Google.
Strona gotowa na SEO to taka, która od pierwszego wejścia daje jasny komunikat:
- wiem, kim jesteś i co oferujesz,
- wiem, jak się z Tobą skontaktować,
- rozumiem, na jakich zasadach działa ten serwis,
- widzę, kto stoi za treścią i dlaczego warto mu ufać.
To nie są miłe dodatki. To fundament, który wpływa na to, czy użytkownik zostaje na stronie, czy zamyka kartę po 10 sekundach, a to z kolei przekłada się na jakość sygnałów, które zbiera wyszukiwarka.
Wiarygodność: użytkownik musi wiedzieć, z kim ma do czynienia
Jeśli nie ma strony „O nas”, informacji o autorze, sensownego kontaktu i podstawowych zasad, to nawet najlepszy artykuł może wyglądać jak treść znikąd. A w tematach wrażliwych (zdrowie, finanse, prawo – czyli YMYL) brak tych elementów jest jeszcze bardziej odczuwalny. Google szczególnie nie lubi sytuacji, w której nie wiadomo:
- kto odpowiada za treść,
- na jakiej podstawie ktoś coś doradza,
- czy to jest informacja ogólna, czy porada, która może komuś zaszkodzić.
Dlatego w tym wpisie pokażę Ci, jak pokazać doświadczenie i rzetelność w sposób, który działa. Zahaczę też o temat, który rzadko pojawia się wprost: czy za stroną musi stać realna osoba, czy można zbudować wiarygodność na przemyślanej personie autora i kiedy to w ogóle ma sens. To temat trochę na osobny wpis, ale warto wiedzieć, że obie ścieżki mogą działać, jeśli są dobrze przemyślane.
Komplet informacji: strona musi być domknięta
Komplet nie oznacza rozbudowana ile się da. Oznacza, że ma wszystkie podstawowe elementy, których oczekuje użytkownik:
- Kontakt,
- O nas,
- Autor i bio autora,
- polityka prywatności/cookies,
- regulamin (jeśli jest potrzebny),
- zasady/transparentność (np. afiliacje, współprace),
- disclaimery i zastrzeżenia (gdy wchodzisz w YMYL).
Dopiero wtedy strona przestaje wyglądać jak szablon postawiony na szybko i zaczyna przypominać realny serwis, który ma właściciela, zasady i odpowiedzialność za tworzone treści.
Przejrzystość: SEO zaczyna się od tego, czy użytkownik rozumie stronę
Wbrew pozorom SEO nie zaczyna się wtyczką. Zaczyna się w głowie użytkownika. Jeśli nawigacja jest czytelna, informacje są łatwe do znalezienia, a serwis ma jasną strukturę, to:
- użytkownicy częściej czytają więcej niż jedną stronę,
- łatwiej budujesz linkowanie wewnętrzne,
- Google szybciej łapie, o czym jest strona i jak są powiązane treści.
To jest właśnie ta różnica między stroną, która ma artykuły, a stroną, która jest gotowa na SEO i ma sensowną bazę pod rozwój.
Zanim przejdziesz dalej, upewnij się, że masz porządek w fundamencie technicznym. Jeśli dopiero stawiasz stronę, warto zacząć od podstaw: ustawień WordPressa, szybkości i struktury permalinków, bo zaufanie łatwiej budować na stronie, która technicznie działa poprawnie od początku. Szczegółowo opisałem to w poradniku o tworzeniu strony na WordPress krok po kroku.
Fundament zaufania: podstrony, które powinny być od początku
Możesz mieć świetne treści i poprawnie ustawione SEO, ale jeśli ktoś wchodzi na stronę i nie widzi podstawowych informacji, to zapala się lampka: kto to prowadzi, czy to jest rzetelne i czy w razie czego mam z kim pogadać? Właśnie dlatego podstrony zaufania to nie kosmetyka, tylko element, który realnie wpływa na odbiór serwisu – zwłaszcza jeśli budujesz markę, sprzedajesz usługi albo piszesz o tematach wrażliwych (YMYL).
Poniżej masz zestaw podstron, które warto mieć od początku. Nie muszą być długie. Mają być konkretne, spójne i łatwe do znalezienia (najlepiej w stopce i/lub menu).
Kontakt – co musi zawierać, żeby wyglądał wiarygodnie
Strona kontaktowa ma jedno zadanie: ułatwić kontakt i nie budzić wątpliwości. Minimum, które zwykle robi różnicę:
- adres e-mail w domenie (jeśli budujesz markę), ewentualnie telefon,
- formularz (prosty, bez 12 pól – im mniej, tym lepiej),
- jasna informacja, w jakich sprawach można pisać i w jakim czasie zwykle odpowiadasz,
- jeśli to firma/usługa: dane identyfikacyjne (w zależności od formy działalności).
Unikaj martwych kontaktów: formularz bez potwierdzenia, mail ukryty tak, że nikt go nie znajdzie, albo strona kontaktowa, która wygląda jak pusty szablon. To zniechęca użytkownika i psuje wrażenie wiarygodności.
O nas – jak napisać, żeby budować markę i intencję
O nas nie powinno być laurką ani historią życia. To ma w prosty sposób odpowiedzieć na pytania:
- kim jesteś (albo kim jest zespół),
- dlaczego powstał serwis,
- dla kogo jest i co obiecuje użytkownikowi.
Dobrze działa krótka struktura:
- 2-3 zdania: misja i temat strony,
- 2-3 zdania: dla kogo i jaki problem rozwiązuje,
- 2-3 zdania: jak pracujesz (np. testy, doświadczenie, źródła),
- jedno zdanie: gdzie można Cię znaleźć (kontakt / social).
To buduje intencję: użytkownik rozumie, że strona ma sens, a nie jest przypadkowym zlepkiem treści.
Autor i bio autora – E-E-A-T w praktyce
To jeden z najmocniejszych elementów E-E-A-T, a jednocześnie często robiony źle. Bio autora ma być konkretne, nie napompowane i ma odpowiadać na jedno podstawowe pytanie: dlaczego mam Ci ufać w tym konkretnym temacie?
Co warto mieć:
- imię i nazwisko (lub jasna informacja, jeśli używasz pseudonimu),
- 1-2 zdania: czym się zajmujesz i skąd masz doświadczenie w temacie,
- 1 zdanie: jak powstają treści (np. na podstawie testów, praktyki, źródeł),
- link do strony „O autorze” + ewentualnie do profili/portfolio (jeśli to pasuje do projektu).
Warto pamiętać, że E-E-A-T to nie jest certyfikat do zdobycia raz, to sygnał, który Google ocenia całościowo: czy autor jest spójny, czy jego kompetencje są widoczne w treści, czy bio gra z tym, o czym pisze. Dlatego bio skrojone pod konkretną tematykę działa lepiej niż ogólne „pasjonat internetu i nowych technologii”.
Czy autor musi być prawdziwą osobą?
To pytanie pojawia się częściej, niż mogłoby się wydawać – zwłaszcza przy projektach, gdzie z różnych powodów nie chcesz lub nie możesz eksponować realnej tożsamości. Odpowiedź jest nieoczywista: nie zawsze musi, ale persona autorska musi być przemyślana i spójna. Wymyślony autor z pustym bio, bez żadnego kontekstu i bez śladów w sieci, to dla Google słaby sygnał i użytkownik też to wyczuje.
Natomiast dobrze zbudowana persona z konkretnym doświadczeniem przypisanym do tematu, spójnym profilem i treściami, które faktycznie to potwierdzają może działać skutecznie. Sam budowałem takie persony w projektach z obszaru prawa i zdrowia i wiem, że przy odpowiednim podejściu działają skutecznie. To jednak temat na osobny wpis, bo wymaga przemyślanego podejścia.
Jeśli wchodzisz w YMYL, bio autora i sposób prezentowania kompetencji jest jeszcze ważniejszy bez obiecywania efektów i bez wchodzenia w rolę specjalisty, jeśli nim nie jesteś.
Polityka prywatności + cookies (RODO, narzędzia, zgody)
To nie jest nudna formalność, tylko element zaufania i bezpieczeństwa. Użytkownik ma prawo wiedzieć:
- jakie dane są zbierane i po co,
- jakie narzędzia są używane (np. analityka, reklamy),
- jak wygląda kwestia cookies i zgód.
Najważniejsze na start:
- polityka prywatności dopasowana do realnych narzędzi na stronie (a nie przypadkowy generator bez sensu),
- czytelna informacja o cookies i zgodach (zwłaszcza przy analityce/reklamach),
- link do polityki w stopce (standard).
Ważna uwaga praktyczna: polityka prywatności to dokument, który musi odpowiadać temu, co faktycznie dzieje się na Twojej stronie. Jeśli masz Google Analytics, piksel Meta i formularz zapisu na newsletter – polityka musi to odzwierciedlać, a nie być wygenerowanym szablonem, który nijak ma się do rzeczywistości. To jeden z częstszych błędów, który widać od razu i który podkopuje zaufanie zamiast je budować.
Temu tematowi poświęciłem osobny poradnik, bo polityka prywatności dla strony firmowej to dokument, który łatwo zrobić źle, a skutki tego potrafią być kosztowne.
Regulamin – kiedy jest potrzebny (a kiedy nie)
Nie każda strona musi mieć regulamin. Ale jeśli:
- sprzedajesz produkty/usługi,
- masz konto użytkownika,
- prowadzisz newsletter,
- robisz konkursy,
- zbierasz leady w konkretnym procesie,
to regulamin bardzo pomaga: porządkuje zasady i zabezpiecza obie strony.
Jeśli prowadzisz klasycznego bloga bez usług i bez procesów transakcyjnych, często wystarczy polityka prywatności + jasne zasady (np. komentarzy, współprac, afiliacji). Regulamin wtedy bywa sztuką dla sztuki i nie jest wymagany.
Polityka komentarzy (jeśli masz komentarze) / zasady społeczności
Jeśli komentarze są włączone, to prędzej czy później trafisz na spam, linki, zaczepki albo treści, których nie chcesz na stronie. Krótka polityka komentarzy rozwiązuje wiele problemów zanim się pojawią.
Minimum, które warto opisać:
- co jest dozwolone (merytoryka, kultura dyskusji),
- co jest usuwane (spam, linki, obraźliwe treści),
- czy komentarze są moderowane i jak szybko,
- zasady linków w komentarzach (to klasyczny kanał spamu).
Warto być jednak szczerym: polityka komentarzy nie powstrzyma spamu całkowicie, to narzędzie, które pomaga ograniczyć skalę problemu i daje Ci podstawę do moderacji, ale nie zastąpi technicznych rozwiązań. Spam i niechciane linki w komentarzach to jeden z tych problemów, z którymi prędzej czy później musi się zmierzyć każdy właściciel strony, a im większy ruch, tym bardziej dotkliwie. Sprawdzone metody, które działają skutecznie nawet na serwisach z ponad 250 tysiącami użytkowników miesięcznie, zebrałem w osobnym poradniku o blokowaniu spamu w komentarzach WordPress – jeśli komentarze są dla Ciebie ważnym kanałem, warto zajrzeć tam zanim problem urośnie do poważnych rozmiarów.
E-E-A-T na stronie: jak pokazać doświadczenie i rzetelność
E-E-A-T brzmi jak skrót z dokumentów Google, ale w praktyce to bardzo przyziemna sprawa: czy użytkownik widzi, że za treścią stoi konkretna osoba (lub zespół), który ma doświadczenie i bierze odpowiedzialność za to, co publikuje. Jeśli to dobrze pokażesz, strona od razu wygląda na bardziej dopracowaną, a Twoje treści łatwiej bronią się w tematach konkurencyjnych i wrażliwych.
Poniżej trzy rzeczy, które robią największą różnicę, a wciąż są zaskakująco często są pomijane.
Jak opisywać kto stoi za treścią (autor, redakcja, aktualizacje)
Nie wystarczy wrzucić podpisu „admin”. Chodzi o to, żeby czytelnik miał jasność:
- kto jest autorem,
- jakie ma doświadczenie w temacie,
- kto odpowiada za aktualizacje i korekty,
- kiedy tekst był ostatnio aktualizowany.
Co działa w praktyce:
- autor przy każdym artykule + link do profilu autora (bio, doświadczenie, inne publikacje),
- w stopce lub na stronie „O nas” krótka informacja, jak wygląda proces tworzenia treści (np. research, testy, zdjęcia własne),
- data aktualizacji przy wpisach, które mają się starzeć (poradniki, rankingi, prawo/finanse/zdrowie),
- krótkie co zmieniono przy większych aktualizacjach (jedno zdanie wystarczy).
To nie ma być wielka redakcja. Ma być przejrzystość i odpowiedzialność, żeby użytkownik od razu wiedział, kto za tym stoi i na jakiej podstawie. W praktyce właśnie ten element robi największą różnicę między stroną, która wygląda jak anonimowy agregat treści, a serwisem, któremu można zaufać. Google też to widzi i choć E-E-A-T nie jest pojedynczym czynnikiem rankingowym z konkretną wagą, to brak wyraźnego autora i jakichkolwiek sygnałów odpowiedzialności za treść jest jednym z tych rzeczy, które potrafią skutecznie hamować widoczność – szczególnie w konkurencyjnych niszach i tematach YMYL, gdzie wiarygodność autora waży więcej niż liczba słów w artykule.
Źródła i weryfikacja informacji – zasady cytowania
W wielu tematach użytkownik nie oczekuje bibliografii jak w pracy naukowej. Ale oczekuje, że jeśli stawiasz mocne tezy, to:
- opierasz się na czymś więcej niż własna opinia,
- nie mieszasz faktów z interpretacją,
- potrafisz wskazać źródło lub podstawę.
Dobre zasady, które możesz wdrożyć od razu:
- linkuj do źródeł tam, gdzie to ma realną wartość (ustawy, instytucje, dokumentacje, raporty),
- oddzielaj doświadczenie (np. test, praktyka) od informacji ogólnej – i nazywaj to wprost,
- nie cytuj na siłę wszystkiego, ale cytuj to, co obciąża użytkownika decyzją (zwłaszcza w YMYL),
- unikaj kopiowania cudzych wniosków bez sprawdzenia – to najszybsza droga do błędów.
W efekcie treść wygląda rzetelnie, a Ty budujesz autorytet w sposób naturalny, bez napompowanych deklaracji.
Strona „Jak pracujemy / Metodologia” (jeśli robisz testy lub porównania)
Jeśli publikujesz rankingi, testy, porównania albo poradniki co wybrać, to metodologia działa jak turbo-wzmocnienie zaufania. Użytkownik chce wiedzieć, czy ranking jest:
- realnie przemyślany,
- oparty o testy/doświadczenie,
- czy to tylko lista produktów bo są.
Taka strona nie musi być długa. Wystarczy, że odpowie na kilka pytań:
- jak dobierasz modele/tematy (kryteria wejścia),
- skąd bierzesz dane (testy, opinie, specyfikacje, własne pomiary),
- jak często aktualizujesz treści,
- czy współprace/afiliacje wpływają na kolejność (transparentnie: tak/nie i dlaczego).
To jest też świetne miejsce na jasne zdanie typu: „Ranking jest niezależny, a metodologia jest stała” o ile faktycznie tak jest.
YMYL: disclaimery i zastrzeżenia, które chronią Ciebie i użytkownika
Jeśli Twoja strona zahacza o zdrowie, prawo, finanse, bezpieczeństwo albo inne tematy, które mogą wpływać na decyzje i życie ludzi, to wchodzisz w obszar YMYL (Your Money or Your Life). I tu nie chodzi o straszenie ani o papierologię. Chodzi o jasny komunikat: co jest informacją ogólną, a co nie jest indywidualną poradą, oraz gdzie kończy się odpowiedzialność treści, a zaczyna decyzja użytkownika.
Dobrze napisane zastrzeżenia robią dwie rzeczy naraz:
- zwiększają wiarygodność (bo pokazują, że rozumiesz wagę tematu),
- chronią przed nieporozumieniami i błędnymi oczekiwaniami.
Jakie zastrzeżenia dać przy zdrowiu / prawie / finansach
W YMYL najważniejsza jest prostota i brak agresywnych deklaracji. Zastrzeżenie powinno brzmieć naturalnie, najlepiej wplecione w kontekst zdania lub akapitu, a nie jak z generatora czy ostrzeżeń w reklamach medycznych.
Zdrowie (np. objawy, dieta, suplementy):
- treść ma charakter informacyjny/edukacyjny,
- nie zastępuje konsultacji z lekarzem,
- w razie niepokojących objawów należy skontaktować się ze specjalistą.
Prawo (np. umowy, spory, postępowania):
- informacje są ogólne i mogą nie pasować do konkretnego stanu faktycznego,
- w sprawach indywidualnych warto skonsultować się z prawnikiem,
- przepisy się zmieniają – data aktualizacji ma znaczenie.
Finanse (np. długi, inwestycje, kredyty):
- treść nie stanowi porady finansowej/inwestycyjnej,
- decyzje wymagają indywidualnej analizy sytuacji,
- ryzyko istnieje zawsze (zwłaszcza przy inwestycjach).
Klucz to nie składać obietnic („na pewno”, „zawsze”, „gwarantuje”), nie dawaj gotowych recept bez warunków brzegowych.
Gdzie to wstawić (stopka, pod wpisem, strona zbiorcza)
Najczęstszy błąd: zastrzeżenie jest gdzieś ukryte, a użytkownik i tak go nie widzi. Najlepsze podejście to warstwy:
- Stopka: krótka informacja + link do pełnej strony z zastrzeżeniami (działa zawsze, na całej stronie).
- Pod kluczowymi artykułami (zwłaszcza YMYL): jedno-dwa zdania dopasowane do tematu danego wpisu.
- Osobna podstrona „Zastrzeżenia / Disclaimery”: gdy tematów YMYL jest dużo – zbierasz wszystko w jednym miejscu i linkujesz do tego w stopce oraz w „O nas”.
To daje przejrzystość: użytkownik widzi komunikat wtedy, kiedy go potrzebuje.
Jak pisać, żeby nie obiecywać efektów i nie wprowadzać w błąd
W YMYL styl ma znaczenie. Nawet dobry tekst może wyglądać podejrzanie, jeśli brzmi jak obietnica albo pewniak i obiecuje zbyt dużo.
Dobre praktyki językowe:
- zamiast „to działa” – „w wielu przypadkach może pomóc / bywa stosowane”,
- zamiast „na pewno” – „zwykle / często / zależy od sytuacji”,
- zamiast „jedyne rozwiązanie” – „jedna z opcji”,
- zawsze doprecyzuj warunki: dla kogo, kiedy, jakie są ograniczenia.
To nie osłabia treści. To ją urealnia, a to jest dokładnie to, czego oczekuje użytkownik w tematach wrażliwych.
Aktualizacja treści w YMYL – kiedy i jak ją oznaczać
Jeśli piszesz o prawie, finansach albo zdrowiu, aktualizacja nie jest miłym dodatkiem. To element rzetelności.
Co warto wdrożyć:
- data aktualizacji widoczna przy wpisie,
- krótkie wskazanie, co się zmieniło (wystarczy jedno zdanie),
- regularny przegląd treści, które mogą się dezaktualizować (np. przepisy, procedury, rekomendacje).
To jest też mocny sygnał E-E-A-T: pokazujesz, że nie publikujesz raz i nie zostawiasz tego na lata.
Transparentność: reklamy, afiliacje, współprace (i dlaczego to wzmacnia SEO)
Jeśli na stronie są reklamy, linki afiliacyjne, współprace albo testy sprzętu/produktów, to prędzej czy później użytkownik i tak to zauważy. Pytanie brzmi: czy zobaczy to jako „uczciwy model działania serwisu”, czy jako coś ukrywanego. Transparentność jest tu prostą drogą do zaufania, a zaufanie to coś, co realnie poprawia odbiór strony (czas na stronie, powroty, polecenia), czyli pośrednio wspiera też SEO.
W praktyce nie chodzi o długi regulamin. Chodzi o jasne zasady, które da się przeczytać w minutę.
Krótka polityka afiliacyjna (co zarabia, co jest niezależne)
Najlepiej działa krótki, konkretny akapit (na osobnej podstronie albo jako sekcja w „O nas”), który mówi:
- czy strona zarabia na reklamach i/lub linkach afiliacyjnych,
- że użytkownik nie płaci więcej (jeśli tak jest),
- czy współprace wpływają na dobór tematów/produktów (i jak to kontrolujesz).
Często użytkownik nie ma problemu z tym, że strona zarabia. Problem pojawia się dopiero wtedy, gdy wygląda to na „ukryty interes”.
Oznaczenia treści sponsorowanych / testów
Jeśli publikujesz treści sponsorowane albo materiały powstałe we współpracy, oznaczaj je czytelnie. Bez kombinowania.
Dobre praktyki:
- informacja na początku wpisu (krótko: „współpraca”, „materiał sponsorowany”, „produkt otrzymany do testów”),
- jeśli to test/recenzja: jasne zdanie, na jakich warunkach produkt trafił do Ciebie,
- brak obietnic i „marketingowych superlatyw” udających obiektywizm.
To paradoksalnie zwiększa wiarygodność, bo użytkownik widzi, że nie próbujesz niczego chować, ani udowadniać.
Jak opisać metodę doboru produktów/usług (żeby nie wyglądało na losową listę)
Jeżeli robisz rankingi, polecenia albo porównania, to sama transparentność finansowa nie wystarczy, liczy się też transparentność procesu.
Warto wprost napisać:
- jak wybierasz, co trafia do zestawienia (kryteria wejścia),
- co jest oceniane (np. funkcje, opłacalność, opinie, testy),
- czy kolejność może się zmieniać (aktualizacje, ceny, dostępność),
- co nie wpływa na ranking (np. fakt współpracy – ale tylko jeśli to prawda).
To jest ten moment, w którym użytkownik zaczyna traktować Twoje zestawienia serio, bo widzi, że to nie jest przypadkowa lista, tylko proces i dobieranie na podstawie odpowiednich kryteriów produktów.
Elementy na stronie, które podnoszą wiarygodność i UX
W praktyce zaufanie budują nie tylko podstrony typu „Kontakt” czy „O nas”, ale też drobiazgi, które użytkownik widzi (albo czuje) od razu: czy strona jest czytelna, czy łatwo znaleźć ważne informacje, czy wszystko wygląda spójnie. To są rzeczy, które często nie kosztują dużo pracy, a robią ogromną różnicę w odbiorze i sprawiają, że strona wygląda na dopracowaną, a nie postawioną na szybko.
Stopka: dane, linki, skróty do ważnych podstron
Stopka to idealne miejsce na uporządkowanie zaufania, bo jest na każdej podstronie. Dobrze, jeśli zawiera:
- szybki link do „Kontakt„,
- link do „O nas / Autor„,
- link do „polityki prywatności” i cookies,
- link do strony z „zastrzeżeniami„ (YMYL), jeśli temat tego wymaga,
- jeśli masz afiliacje: link do krótkiej polityki / zasad współprac.
To może być prosta lista linków. Ważne, żeby użytkownik nie musiał tego szukać.
FAQ, sekcja pomocy, mapa strony dla użytkowników (opcjonalnie)
FAQ bywa niedoceniane, a często robi dwie rzeczy naraz:
- skraca drogę do odpowiedzi (UX),
- porządkuje tematykę i pomaga w SEO (bo odpowiadasz na realne pytania).
Wystarczy małe FAQ na kluczowych podstronach (np. kontakt, usługi, poradniki) albo jedna podstrona „Najczęstsze pytania”, jeśli temat jest rozbudowany. Dodatkowo, przy większych serwisach, działa prosta mapa strony dla użytkownika, nie jako techniczna sitemap, tylko lista wpisów, sekcji i kategorii.
Struktura nawigacji, breadcrumbs, linki wewnętrzne
Jeśli użytkownik nie wie, gdzie kliknąć dalej, to wychodzi i często już nie wraca. Jeden klik dzieli go od konkurencji, a każde takie wyjście to sygnał dla Google, że strona nie dała mu tego, czego szukał.
Minimum, które pomaga:
- menu główne bez przeładowania,
- logiczne kategorie i podkategorie (to jest ta baza, którą ustawiasz w pierwszym wpisie),
- breadcrumbs (okruszki), jeśli struktura jest głębsza,
- linkowanie wewnętrzne w treściach: „przeczytaj też”, „zobacz poradnik”, „kolejny krok” itp.
Przejrzysta struktura nawigacji to nie tylko UX, to fundament, na którym opiera się całe SEO. I właśnie dlatego warto zadbać o nią jeszcze przed publikacją pierwszych treści, a nie odkręcać to później, szczegółowo opisuję to w poradniku o konfiguracji WordPressa i architekturze treści.
Techniczne SEO w kontekście zaufania (minimum, które warto mieć)
Techniczne SEO brzmi jak zabawa dla nerdów, ale w praktyce chodzi o prostą rzecz: żeby Google poprawnie rozumiał Twoją stronę i nie musiał się domyślać, co jest najważniejsze, kto jest autorem, jaka jest struktura serwisu i które podstrony mają sens w indeksie. Im mniej domysłów, tym mniej ryzyka chaosu: duplikatów, złych wersji URL, przypadkowych archiwów w Google.
Poniżej zebrałem minimum, które warto dopiąć w kontekście strony gotowej na SEO i budowania zaufania.
Dane strukturalne: Organization/Person, Article, Breadcrumb
Dane strukturalne (schema) nie robią „magii pozycji”, ale pomagają wyszukiwarce zrozumieć kontekst:
- kto stoi za serwisem (organizacja lub osoba),
- kto jest autorem treści,
- jak wygląda hierarchia strony (breadcrumbs),
- czym jest dana podstrona (artykuł, poradnik, itp.).
Minimum, które zwykle ma sens:
- Organization albo Person (w zależności od tego, czy strona jest firmowa czy osobista),
- Article (dla wpisów) z informacją o autorze i dacie publikacji/aktualizacji,
- BreadcrumbList (okruszki), jeśli masz strukturę kategorii i chcesz ją czytelnie pokazać.
To świetnie spina się z E-E-A-T: jeśli strona ma autora, bio i proces aktualizacji, to dane strukturalne pomagają to uporządkować również od strony technicznej.
Canonical, noindex dla stron pomocniczych (kiedy ma sens)
WordPress potrafi generować sporo stron pobocznych: archiwa tagów, archiwa autora, daty, wyniki wyszukiwania wewnętrznego, strony załączników itd. I tu łatwo o rozmycie SEO, jeśli wszystko poleci do indeksu.
Dobre minimum:
- canonical (kanoniczny adres) – żeby Google wiedział, która wersja podstrony jest „główna”, gdy pojawiają się duplikaty (np. ten sam wpis w kilku archiwach),
- noindex dla stron, które nie wnoszą wartości (np. puste tagi, strony wyszukiwania, czasem archiwa autora – zależnie od serwisu).
Uwaga: nie ma jednej reguły dla wszystkich. Jeśli archiwa kategorii/tagów są dopracowane i mają sens, mogą być indeksowane. Jeśli są puste albo generowane automatycznie, lepiej je ograniczyć.
Strona 404, przekierowania, porządek w indeksowaniu
To są nudne rzeczy, które często ratują SEO, gdy zaczynasz rozwijać serwis:
- 404: dobrze, jeśli strona błędu 404 jest czytelna i prowadzi użytkownika dalej (np. do wyszukiwarki, popularnych kategorii).
- Przekierowania 301: jeśli zmieniasz slug wpisu lub przenosisz treści, rób to świadomie i utrzymuj porządek. Najgorsze są masowe zmiany URL bez przekierowań.
- Porządek w indeksowaniu: ważne podstrony powinny być łatwe do znalezienia z menu, stopki i linkowania wewnętrznego. Jeśli coś jest ważne, ale schowane głęboko, Google też może to tak traktować.
To jest ten moment, w którym technika spotyka się z zaufaniem: strona, która ma porządek w adresach, archiwach i indeksowaniu, wygląda profesjonalnie i jest łatwiejsza w utrzymaniu.
Checklista: czy Twoja strona jest gotowa na SEO i zaufanie?
Poniższa lista to szybki test zdrowia strony w kontekście dobrego SEO. Jeśli większość punktów masz odhaczone, to możesz spokojnie rozwijać treści i pozycjonowanie – bez wrażenia, że serwis wygląda jak niedokończony projekt.
Podstrony zaufania
- Mam widoczną i sensowną podstronę Kontakt (mail/telefon/formularz + jasne informacje)
- Jest O nas z konkretem: kim jesteśmy, dla kogo jest serwis i po co powstał
- Jest strona Autor / Bio autora i autor jest widoczny przy artykułach
- Mam Politykę prywatności + informacje o cookies i używanych narzędziach
- Mam Regulamin, jeśli prowadzę usługi/sklep/newsletter/konto użytkownika (albo świadomie go nie dodaję, bo nie jest potrzebny)
- Mam politykę komentarzy / zasady społeczności (jeśli komentarze są włączone)
E-E-A-T i rzetelność
- Wpisy mają autora, a bio autora jest konkretne (bez lania wody)
- Wiem, jak i kiedy aktualizuję treści (widać datę aktualizacji tam, gdzie to ważne)
- Tam, gdzie trzeba, podaję źródła i jasno rozróżniam fakty od opinii/doświadczeń
- Jeśli robię rankingi/testy, mam stronę Metodologia / Jak pracujemy (nawet krótką)
YMYL (jeśli dotyczy)
- Mam sensowne zastrzeżenia/disclaimery (zdrowie/prawo/finanse), krótkie i czytelne
- Zastrzeżenia są widoczne tam, gdzie trzeba (stopka / pod wpisem / osobna podstrona)
- Nie obiecuję efektów i nie formułuję treści jak „pewniak” bez warunków
Transparentność: reklamy, afiliacje, współprace
- Mam krótką informację, jak strona zarabia (reklamy/afiliacje/współprace) – bez ukrywania
- Treści sponsorowane / produkty do testów są oznaczone jasno
- Jeśli robię zestawienia, opisuję kryteria doboru i sposób aktualizacji
Minimum techniczne pod zaufanie
- Stopka ma skróty do kluczowych podstron (kontakt, o nas, polityki, zastrzeżenia)
- Nawigacja jest prosta, a linkowanie wewnętrzne prowadzi użytkownika dalej
- Mam uporządkowane indeksowanie (bez przypadkowych podstron typu puste tagi w Google)
- Dane strukturalne (schema) są ogarnięte przynajmniej w podstawowym zakresie (autor/organizacja/breadcrumbs)
Strona gotowa na SEO to nie tylko treści i słowa kluczowe. To serwis, który od pierwszej wizyty jest czytelny, kompletny i wiarygodny: ma podstawowe podstrony, pokazuje kto stoi za treścią, ma zasady i transparentność, a w YMYL dodatkowo jasno komunikuje zastrzeżenia.
Warto też zerknąć na fundamenty techniczne, zanim pójdziesz dalej z rozbudową podstron zaufania. Jeśli na starcie masz bałagan w adresach, permalinkach, wtyczkach albo strukturze kategorii, to bardzo łatwo powielać błędne wzorce i potem wszystko odkręcać, a to kosztuje znacznie więcej czasu niż zrobienie tego raz dobrze. Dlatego jeśli fundament techniczny masz jeszcze do ogarnięcia, zacznij od poradnika o konfiguracji WordPressa i dobrej bazie pod SEO – żeby zaufanie, które budujesz, stało na solidnym gruncie.
Czy ten artykuł był dla Ciebie pomocny?
Data aktualizacji: